Kandydaci nie przestają być klientami tylko dlatego, że klikają w zakładkę kariera. Przychodzą z tym samym bagażem skojarzeń, emocji i doświadczeń, które marka zbudowała w komunikacji konsumenckiej. I coraz częściej bardzo szybko wychwytują moment, w którym firma mówi do nich zupełnie innym językiem niż do swoich klientów.

To było 8 lat temu. Rozmawiałam z uczestnikami konferencji i trochę ni z gruszki ni z pietruszki zapytałam.

– Jaki jest pracodawca Waszych marzeń?

– Play Station! – odpowiedział jeden z nich (przyznaję, że tak szybkiej i pewnej odpowiedzi się nie spodziewałam…)

– Serio? Dlaczego akurat oni? – nie zdawałam sobie sprawy, że ich marka pracodawcy jest tak silna.

– A wiesz… ja po prostu bardzo lubię grać na ich konsoli. Praca u nich to musi być czad – usłyszałam 🙂

Bo siła marki produktowej, czy usługowej bywa naprawdę ogromna. I aż żal nie wykorzystać jej w działaniach employer brandingowych, czy rekrutacyjnych.

Niewykorzystana szansa

W praktyce komunikacja do klientów i komunikacja do kandydatów funkcjonują w dwóch równoległych światach. Inny język, inne obietnice, inna estetyka. Employer branding często jest traktowany jak osobny byt oderwany od tego, co marka mówi i pokazuje na co dzień na rynku. Sytuacje, w których firma świadomie korzysta z tej samej narracji, tych samych twarzy i tego samego tonu w komunikacji konsumenckiej i rekrutacyjnej, są rzadkością. I właśnie z tego powodu warto się nad nimi zatrzymać.

Źródło: https://www.wirtualnemedia.pl/marcin-prokop-w-kampanii-rekrutacyjnej-wakacje-pl,7240944552897024a

Jednym z takich przykładów jest kampania Wakacje.pl, które w swoich najnowszych działaniach employer brandingowych sięgnęły Marcina Prokopa – ambasadora świetnie znanego klientom marki z produktowych kampanii reklamowych.

I ten ruch obnaża coś bardzo istotnego:

jak rzadko marki traktują employer branding jako część tej samej opowieści o sobie.

Synergia marek, głupcze

O synergii marek po raz pierwszy usłyszałam dzięki Volvo i ich reklamie „Great Minds Don’t Think Alike”.

Z jednej strony pokazywała ona historie pracowników firmy, z drugiej proces produkcyjny samego samochodu, widzimy kulturę organizacyjną Volvo, widzimy charakter samej marki. Prawdziwa synergia. To wideo sprzedaje Volvo jako markę produktową, ale też jako pracodawcę. Genialne w swej prostocie, prawda?

Czy produkt rekrutuje pracowników?

Punkty styku nie dzielą się na HR-owe i marketingowe

Z perspektywy organizacji bardzo lubimy myśleć, że rekrutacja to osobny świat. Inne cele, inne KPI, inny język, inny budżet. Z perspektywy kandydata to nieprawda. Kandydat nie trafia do firmy jednym kanałem. On spotyka ją wcześniej w reklamach, social mediach, kampaniach wizerunkowych, komunikacji produktowej. Każdy z tych kontaktów buduje emocje, które później przenoszą się wprost na decyzję: czy w ogóle rozważę aplikowanie.

Wykorzystanie tej samej linii kreatywnej, podobnej estetyki lub (o ile to możliwe) rozpoznawalnej twarzy w komunikacji konsumenckiej i rekrutacyjnej działa jak skrót poznawczy: przyciąga uwagę szybciej, obniża barierę wejścia i sprawia, że rekrutacja nie zaczyna się „od zera”.

Co ważne, HR nie kupuje tu nowej widoczności. korzysta z już istniejących punktów styku i kapitału zaufania, które marka zbudowała już wcześniej. Wspomniane już Wakacje.pl wykorzystywały ten trick już wcześniej, gdy Marcin Prokop odwiedził centralę firmy.

Udowodniła to też IKEA Australia, która o trwającej rekrutacji informowała potencjalnych kandydatów za pomocą… swoich produktów. Bez poszukiwania dodatkowych punktów styku.

Aspekt finansowy

Takie podejście ma jeszcze jeden, bardzo przyziemny wymiar, o którym rzadko mówi się w kontekście employer brandingu: pieniądze.

HR samodzielnie nigdy nie miałby budżetu na zatrudnienie ambasadora znanego z komunikacji marketingowej marki.

I właśnie dlatego spójność nie jest tu kwestią kreatywności, tylko organizacyjnej dojrzałości. Gdy rekrutacja korzysta z istniejącej platformy komunikacyjnej marki – tych samych twarzy, formatów i narracji, nie tworzy nowego kosztu, tylko zwiększa zwrot z już poniesionej inwestycji marketingowej. To moment, w którym employer branding przestaje być „dodatkowym wydatkiem HR”, a zaczyna być racjonalnym elementem całościowej strategii marki.

Bardzo dobrze widać to w działaniach Lisnera, który od lat współpracuje z Michelem Moranem, a ten od lat widoczny jest w działaniach rekrutacyjnych marki. Na stronie www, czy na plakatach rekrutacyjnych.

Źródlo: https://www.lisner.pl/kariera

Emeryci w działaniach employer brandingowych

Dlaczego synergia marek wciąż nie jest popularna?

Osiągnięcie synergii marek nie jest jednak proste. Dlaczego? Bo wymaga współpracy zespołu HR, marketingu, PR, sprzedaży w każdym obszarze.

Izolacja i działanie w myśl zasady „każdy sobie rzepkę skrobie jest dużo łatwiejsze”. Dla wielu firm i zespołów to naturalny odruch.

Marketing robi swoje, HR i employer branding swoje, każdy w ramach własnych budżetów, KPI i kalendarzy. To prostsze, szybsze i bezpieczniejsze. Nie wymaga uzgodnień, kompromisów ani konfrontowania obietnic z rzeczywistością. Każdy zespół może dowozić „swoje” cele, nawet jeśli po drodze marka zaczyna mówić kilkoma różnymi głosami.

Synergia jest trudniejsza. Wymaga rozmowy o :

  • priorytetach,
  • odpowiedzialności za wspólny przekaz,
  • granicach tego, co naprawdę możemy obiecać (a ten element jest najtrudniejszy!).

Wymaga też oddania części kontroli nad narracją i zaakceptowania, że employer branding nie zawsze da się „upiększyć” bez konsekwencji. Dlatego wiele firm wybiera izolację nie z braku wiedzy, ale z wygody. To strategia niskiego ryzyka krótkoterminowego i bardzo wysokiego kosztu długoterminowego.

Jak zadbać o widoczność pracodawcy w ChatGPT i innych narzędziach AI?

Czas na Ciebie!

Przykłady firm, które świadomie łączą komunikację konsumencką i pracodawcy, są wciąż rzadkie nie dlatego, że to zły kierunek, ale dlatego, że to kierunek wymagający. Wymaga dojrzałości marki, odwagi organizacyjnej i gotowości do mówienia prawdy — także wtedy, gdy nie wszystko da się opowiedzieć językiem kampanii. I właśnie dlatego warto na takie przypadki patrzeć nie jak na inspiracje do skopiowania, ale jak na punkt odniesienia:

czy nasza marka byłaby gotowa na taką spójność?

A czy przychodzą Ci do głowy marki, które mają potencjał, by zbudować realną synergię między marketingiem, employer brandingiem i rekrutacją? Przemyśl to i … daj mi znać na priv! 

Ps. Jeśli ten tekst rezonuje z Twoimi wyzwaniami i chcesz sprawdzić, co możemy z tym zrobić w praktyce – zapraszam do kontaktu. Szkolenia, warsztaty, wystąpienia i projekty szyte na miarę to moja specjalność.

Miłego dnia!

Maja

 

Porozmawiajmy!

Ułatwiam komunikację firm z kandydatami i pracownikami. Prowadzę szkolenia, warsztaty oraz działania z obszaru HR konsultingu.