Co zrobić, gdy kandydaci nie przychodzą na spotkania rekrutacyjne?

Kandydaci nie przychodzą na umówione spotkania rekrutacyjne. A przecież wystarczy tylko napisać SMS, czy krótkiego maila z informacją o zmianie planów. Rekrutacja to dziś koszmar! Takimi wnioskami dzielą się ze mną coraz częściej osoby prowadzące rekrutacje. Mam jednak spore wątpliwości, czy za brak szacunku, który pracodawcom okazują kandydaci powinniśmy winić tych ostatnich.

55% badanych przez serwis Praca.pl deklaruje, że nie przychodzi na umówione spotkania rekrutacyjne. 44% z nich nie informuje pracodacy o swojej zmianie planów. Czy dziwią mnie te wyniki? Absolutnie nie. Dziwi mnie za to oburzenie, jakie wywołują u osób odpowiedzialnych za procesy rekrutacyjne (zarówno po stronie HR, jak i szeroko pojętego biznesu).

Kiedy świat odwraca sie od kandydatów…

Pamiętacie oryginalną wersję “Króla Lwa”. Jest tam scena, którą bardzo lubię. Mały Simba po tragicznej śmierci Mufasy – swojego ojca trafia na pustynię. Tam znajdują go Timon i Pumba. Lewek jest załamany i średnio chce przyjąć oferowaną mu pomoc. W pewnym momencie surykatka i guziec próbują wyjaśnić mu ideę “Hakuna Matata”. Lew nie może jej zrozumieć, więc Timon tłumaczy Simbie dobitnie:

– Złe rzeczy się zdarzają i nie się na to nie poradzi, jasne?

– Jasne – odpowiada smętnie lew

– NIE! Kiedy świat się od Ciebie odwraca, Ty też musisz się od niego odwrócić – pewnym głosem mówi Timon.

Widzicie już pewne podobieństwo z obecną sytuacją na rynku pracy?

Oto największy sekret kontaktów z kandydatami i pracownikami

Kandydaci od lat nie są przez pracodawców traktowani poważnie

Naprawdę chciałabym, aby pracodawcy traktowali kandydatów przynajmniej tak dobrze, jak traktują swoich klientów. Niestety wciąż dzieje się tak zdecydowanie za rzadko. I nie są to tylko moje oberwacje, czy doświadczenia moich bliskich, którzy w ostatnich miesiącach (a nawet latach) zmieniali pracę. Liczba badań obrazujących złe doświadczenia, które kandydaci wynoszą z procesów rekrutacyjnych rośnine (zainterowanych odsyłam choćby do poniższego podsumowania wyników badań eRecruiter i Great Digital).

Wśród kandydatów panuje powszechne przekonanie, że pracodawcy nie dbają o relacje z nimi. Zarzutów pada sporo. Do najpopularniejszych należą utrudniony kontakt z pracodawcą lub po prostu osobą prowadzącą rekrutację, nie odpowiadanie na aplikacje kandydatów, a później ich maile i telefony, nie dotrzymywanie złożonych obietnic (dotyczących choćby długości trwania procesu rekrutacji czy terminu powrotu do kandydata z informacją zwrotną na temat samej aplikacji). Kandydaci skarżą się na trudności komunikacyjne wewnątrz organizacji, do której aplikują – osoby prowadzące kolejne rozmowy rekrutacyjne, wciąż pytają o to samo lub cały czas sobie zaprzeczają. Czasem proces rekrutacyjny to nic innego jak poszukiwanie haka na kandydata i próba dowiedzenia mu, że się nie nadaje. W takich warunkach zwyczajnie trudno o pozytywne, budujące doświadczenia, które urosną w kandydacie i zmienią go w zaangażowanego pracownika, a dalej ambasadora marki w ogóle.

A przecież, aby przyciągnąć do siebie osoby aktywne zawodowo nie wystarczy stworzyć miejsca pracy. Trzeba sprawić, by ludzie chcieli je zapełnić. Potrzebna jest całkowita zmiana perspektywy i spojrzenie na potencjalnych pracowników jak na największą szansę organizacji.

Do czego prowadzą negatywne doświadczenia?

To jak postrzegamy świat w dużej mierze, jest efektem biochemicznych reakcji, które zachodzą w ludzkim ciele. Punktem wyjścia dla naszych doświadczeń i zrozumienia tego, czy są one dla nas dobre czy złe, są hormony. Dopamina to nasz motywator, to ona sprawia, że działamy (ang. trigger), że chcemy czegoś więcej (kandydat poczuje jej nagły przypływ, gdy podczas spotkania z potencjalnym szefem usłyszy szczery i pełen zaciekawienia komentarz: „O! To bardzo ciekawe co Pan mówi. Proszę powiedzieć więcej o tym projekcie, w który był Pan zaangażowany i o efektach, które Pan osiągnął”). Oksytocyna pomaga budować nam zaufanie do drugiej osoby. Aktywuje wrażliwość, empatię i zdolność do zrozumienia odbiorcy. Uwalnia się podczas dotyku (na przykład uścisku dłoni na powitanie) czy patrzenia sobie w oczy podczas rozmowy. Kolejny ważny z perspektywy sytuacji biznesowej hormon to endorfiny, które wyzwalają pozytywne odczucia i emocje. Z tego powodu często nazywane są hormonami radości. Kortyzol, hormon stresu odpowiada za takie między innymi za wstyd, czy poczucie zagubienia. W sytuacji stresowej wytwarza się też inny hormon – adrenalina. W małych dawkach to  nasz sprzymierzeniec – motywuje, pcha do przodu, odpowiada za pewność siebie, dostajemy tak zwaną iskrę do działania. W zbyt dużej dawce działa na człowieka szkodliwie i blokuje  działanie. To właśnie hormony aktywują i budują połączenia pomiędzy pojedynczymi neuronami w naszym mózgu.

Zgodnie z popularną frazą neurony, które razem odpalają, łączą się (ang. neurons that fire together, wire together). Im częstsza aktywacja danego połączenia synaptycznego, tym wydajniejsze się staje, nasz mózg przyzwyczaja się do niego i bierze za pewnik.

Dlaczego jest to ważne z perspektywy procesu rekrutacji? Ponieważ osoba, która wielokrotnie doświadczyła złych praktyk ze strony pracodawcy (mierzyła się z brakiem informacji zwrotnej czy brakiem informacji o zakończeniu procesu) do kolejnych procesów rekrutacyjnych będzie z góry nastawiona negatywnie. A to będzie bezpośrednio warunkować jej kolejne zachowania.

Polskie porzekadło mówi “z kim przestajesz, takim się stajesz”. Myślę, że śmiało możemy potraktować nieprzychodzenie kandydatów na spotkania rekrutacyjne jako… przejęcie pewnej narracji od lat stosowanej przez pracodawców. Czy mamy prawo ich za to winić? Nie do końca.

Czy wiesz, co wkurza Twoich kandydatów?

Co mogą zrobić pracodawcy?

Czy pracodawcy mogą w tej sytuacji siedzieć z założonymi rękami i nic nie robić? Nie! Powinni oni zadbać o odpowiedź na podstawowe oczekiwania kandydatów biorących udział w procesach rekrutacji. Sami kandydaci w badaniach wskazują na konkretne aktywności:

39% Przekazanie kandydatowi informacji o powodach nie zakwalifikowania się do kolejnego etapu 15% Przekazanie kandydatowi ...

Czy na rynku mamy dobre praktyki, na których możemy się wzorować?

Jakość wiadomości od rekutera

Mamy przecież wiadomości i WIADOMOŚCI. Te pierwsze moga zostać nawet niezauważone w skrzynce odbiorcze, te drugie zostają z kandydatem na długi i od pierwszych chwil wpływają na stosunek i zaangażowanie kandydata w proces.

Dlaczego rekruterzy powinni personalizować wiadomości kierowane do kandydatów? Poniżej przedstawiamy Wam najlepszy dowód…

Gepostet von Bee Talents am Freitag, 21. September 2018

Narzędzia, z których korzystasz

Na rynku jest sporo narzędzi, które mogą ułatwić sposób komunikacji z kandydatami, a przy okazji budować ich pozytywne doświadczenia z procesu. Do moich ulubionych należą:

  • Calendly, czyli rozwiazanie, które pozwala kandydatom samodzielnie wybierać termin spotkania, a później automatycznie dodaje je do kalendarza (kandydata i rekrutera),
  • Waywer, czyli narzędzie do przesyłanie wiadomości wideo np. SMS-em.

Swoją drogą sam SMS może okazać się prostym i niezwykle skutecznym narzędziem. Wiemy już, że 8 na 10 badanych chciałoby otrzymywać przypomnienie o szczegółach spotkania właśnie przez wiadomość tekstową. Doświadczenia firm korzystających z takiego rozwiązania, choćby Golden Rose pracodawcy branży kosmetycznej pokazują, że wysyłka przypomnienia o spotkaniu rekrutacyjnym wyraźnie podnosi frekwencję kandydatów na spotkaniach o pracę. W tym przypadku z 50% do 100% (więcej o tym przypadku przeczytacie tutaj).

Jestem bardzo ciekawa tego, czy i jak radzicie sobie z kandydatmi, którzy nie przychodzą na spotkania rekrutacyjne. No i oczywicie z jakich narzędzi korzytacie. Dajcie znać w komnentarzach 🙂

Miłego dnia!

Maja